Marka Belki na stanowisko szefa NBP to bardzo zly i niebezpieczny wybor dla Polski.
Prawdopodobnie o tym rozmawiali Belka, Tusk i Kwaśniewski, gdy spotkali się w Akwizgranie podczas uroczystości wręczenia Tuskowi Nagrody Karola Wielkiego -Zbulwersowani decyzją marszałka o wystawieniu kandydata na prezesa NBP są niektórzy członkowie Rady Polityki Pieniężnej.
- Kandydata na sześcioletnią kadencję powinien wskazać nowo wybrany prezydent - podkreśla prof. Adam Glapiński z RPP.
- Pośpiech, z jakim marszałek dąży do wyznaczenia prezesa NBP, jest kompletnie nieuzasadniony - twierdzi prof. Andrzej Kaźmierczak, członek RPP. - Nie ma żadnych zagrożeń dla stabilności banku centralnego. Cel inflacyjny jest realizowany, gospodarka powoli odbija, sprawozdania NBP zostały przyjęte przez Radę Polityki Pieniężnej, nie ma zagrożeń dla bilansu płatniczego, a pewne wahania kursu złotego nie wynikają z przyczyn wewnętrznych, lecz z awersji do ryzyka na międzynarodowych rynkach - wylicza prof. Kaźmierczak. Przypomina ponadto, że prezes NBP powinien być apolityczny, a kandydatura Belki - byłego premiera i ministra finansów z SLD - z pewnością tego warunku nie spełnia.
Belkę chwalą natomiast członkowie RPP, którzy zawdzięczają funkcję Platformie Obywatelskiej, wskazując na jego międzynarodowe powiązania i doświadczenie na niwie publicznej. Nie brak jednak głosów, iż kandydat nie ma doświadczenia w polityce pieniężnej, ponieważ nigdy nie zasiadał w RPP. Niektórzy przypominają, że Marek Belka był przesłuchiwany przez komisję śledczą badającą aferę PZU. Współpracował z ABN Amro w czasie, gdy bank ten doradzał ministrowi przy prywatyzacji PZU w 1999 roku. Jednocześnie Belka był członkiem rady nadzorczej BIG Banku Gdańskiego, który nabył 10 proc. akcji PZU.
1. Marek Belka byly czlonek PZPR wywodzi sie z obozu Kwasniewskiego i jesli wybrany bedzie dzialal w celu jeszcze wiekzego umocnienia sie oligarchow postkomunistycznych i przejecia reszty majatku narodowego w rece miedzynarodowych koncernow wyprowadzajacych zyski. Polskich przedsiebiorstw do tzn. rajow podatkowych. Szwajcaria, Monako, Luksemburg, Wyspy Karaibskie, Wyspy Channel.
Takze tranfer zyskow polskich przedsiebiorstw spowoduje stagnacje rozwoju, brak inwestycji i tworzenie maloplatnych stanowisk pracy.
2. Marek Belka bedzie forsowal plany miedzynarodowych bankow jak Goldman Sachs manipulujacych Polska gospodarka na niej niekozysc.
3. Marek bedzie kontynuowal polityke Platformy Obywatelskiej zadluzania sie Polski w bankach miedzynarodowych i IMF. Dlaczego Polska ma placic dla IMF za gwarance finansowe , ktorych nie potrzebuje.
4. Marek Belka bedzie forsowal jak najszybsze wprowadzenie Polski do strefy Euro co spowoduje podwyzki cen, zmniejszenie konkurencyjnosci Polskiego exportu i stagnacje gospodarcza. Tym samym z wiekszenie taniego importu i zadluzenie sie Polski.
Polecam ksiazke Josepha Stiglitz " Wolny upadek" laureat Nagrody Nobla
documents America (and much of the world's) descent into crony capitalism. W ktorej dokumentuje jak USA i wiekszosc swiata poszla w zlym kierunku ekonomicznym tzn. ekonomii oligarchicznej. Prywatyzacja zyskow i unarodowienie strat, dlugow , papierow toksycznych co spowodowalo ogulny upadek klasy sredniej, ktora to zawsze placila i placi najwiecej podatkow.
Teraz banki inwestycyjne pozbawione regulacji i odpowiedzialnosci za straty zaczely masowo grac w przyslowiowa ruletke jak w casino w Las Vegas wiedzac ze rzady panst ich wykupia z kieszeni podatnika.
Niszczenie klasy sredniej. Chodzi o to ze myslenie i dzialanie takich ludzi jak Balcerowicz i Marek Belka opartych na szkole Friedmana, ktora zniszczyla tyle gospodarek na swiecie jak Islandia, Argentyna, Grecja, kraje Bautyckie a teraz bardzo prawdopodobnie Portugalia, Hiszpania, Wlochy, Irlandia. Cala ta pomoc finansowa dla krajow PIGS to spowolnienie upadku finansowego i przeniesienie strat bankow inwestycyjnych na kieszen podatnika i klasy sredniej i ubogiej. Banki te nazywane tgz. miedzynarodowe szakale spedzaja miliony zatrudniajac bulych premierow rzadow panstw, prezydentow majacych nadal wiele bezposrednich kontaktow w celu manipulacji rynkow swiatowych. Sa zatrudniani ludzie jak Marcinkiewicz, Belka, Balcerowicz, byly premier Grecji. W teminologii Lenina tzn. uzywanych idiotow nie posiadajacych patryjotyzmu z kraju rodzinnego.
Zwolennicy waszyngtońskiego konsensusu pod wodzą profesora Leszka Balcerowicza zwykle w swoich wypowiedziach twierdzą, że obecny kryzys to „nie jest krach kapitalizmu”. Tak jakby ktoś (oprócz skrajnych alterglobalistów) o tym kiedykolwiek mówił. To taki chwyt erystyczny - ustawia się przeciwników w miejscu, w którym nie stoją, ale wygodnym do ataku. Prawdziwe twierdzenie krytyków fundamentalizmu rynkowego brzmi: mamy nadzieję, że jest to koniec tej wersji kapitalizmu, ale jeśli nie uda się go zreformować to czeka nas jeszcze większy kryzys, który całkowicie zrujnuje świat i po którym zmiany mogą pójść w bardzo niepożądanym kierunku.
Euro currency crumbling? part2 (09Feb10
Alex Lech Bajan
Prezes RAQport
RAQport Inc.
2004 North Monroe Street
Arlington Virginia 22207
Washington DC Area
USA
TEL: 703-528-0114
TEL2: 703-652-0993
Fax Number: 1-202-315-3841
sms: 703-485-6619
Toll Free:1800-695-6200
EMAIL: polonia@raqport.com
WEB SITE: http://raqport.com
Friday, May 28, 2010
Friday, January 8, 2010
Apeluje o poparcie dla posla Wassermanna i Kempy aby zostali w Komisji Hazardowej.
Apeluje o poparcie dla posla Wassermanna i Kempy aby zostali w Komisji Hazardowej.

Jako Polak Polski patryjota z USA ( Polonia to 20 milionow Polakow ) byly przewodniczacy ZMW apeluje o poparcie dla posla Wassermanna i Kempy aby zostali w Komisji Hazardowej.
PO i Donald Tusk blokuje prawde przed Polska I Polakami.
Apeluje do PSL rolnikow i mlodziezy ze srodowiska naszej Polskiej Wsi. Po czyjej jestesmy stronie Polski czy innych czynnikow decydujacych teraz?
Alex Lech Bajan Washington DC
Reflekcje po przesłuchaniu przed sejomową komisją "hazardową" (2009-12-30)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: pos. Zbigniew Wasserman
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=19702
Komisja "hazardowa" zamienia się w farsę (2009-12-29)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: pos. Zbigniew Wasserman
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=19687
Prace komisji śledczej ds. afery hazardowej (2009-12-28)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: pos. Zbigniew Wassermann
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=19682
Mizerne efekty pracy komisji śledczej ds. "hazardu" (2009-12-16)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: pos. Zbigniew Wassermann
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=19441
Wassermann: Rozbijanie układu idzie opornie
- To jest próba rozbicia potężnego muru, a negatywny skutek może być po stronie tych, którzy ścigają. Niebezpieczeństwo tego układu polega na tym, że tworzy drugi świat w Polsce, świat Ministerstwa Finansów przy grillach, które wydaje zwolnienia z podatków właśnie w takich okolicznościach. To trudne do rozbicia, bo formalnie nie istnieje - powiedział Zbigniew Wasserman koordynator ds. służb specjalnych w "Poranku Radia TOK FM".
Dorota Gawryluk: Dzisiaj w prasie pełno pułkownika Lesiaka. Kiedy PiS odtajni akta inwigilacji prawicy, szafę pułkownika Lesiaka, żeby wreszcie pokazać Polakom co w niej było?
Zbigniew Wasserman: Myślę, że ten moment się z oczywistych powodów przesunął. To polega na tym, że jest szansa, aby pokazać, kto był mocodawcą Lesiaka, kto nadzorując go albo zlecał, albo godził się na to co on robił. Interes wymiaru sprawiedliwości nakazuje, aby w takim układzie nie upubliczniać materiału dowodowego, albowiem to może zagrażać prawidłowemu tokowi śledztwa. Drugim ważnym powodem jest to, że ujawniono szereg dodatkowych materiałów. To są materiały, którymi nie dysponowała prokuratura i sąd. Te materiały są analizowane i sprawdzana jest ich przydatność do tego śledztwa. To jest powód opóźnienia.
Dorota Gawryluk: Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro mówi, że będzie namawiał szefa ABW, aby wydał zgodę na ujawnienie całości akt, w których zawarte są dokumenty z tak zwanej szafy Janusza Lesiaka. Czy minister sprawiedliwości musi namawiać szefa ABW do tego?
Zbigniew Wasserman: Myślę, że nie. To jest sytuacja, w której minister nadzorujący szefa ABW będzie mógł bez namawiania to zrobić. To są ważne przesłanki, tutaj emocje muszą ustąpić interesowi śledztwa. To jest ważne dla wyjaśnienia tej sprawy.
Dorota Gawryluk: Czy dzisiaj możemy powiedzieć, kiedy to odtajnienie akt nastąpi?
Zbigniew Wasserman: To jest ryzykowne. To jest kwestia kilkunastu tygodni, może kilku miesięcy. Robi się wszystko, żeby ta czynność nastąpiło jak najszybciej.
Dorota Gawryluk: Pan widział co w tej szafie jest? Wdział pan te akta?
Zbigniew Wasserman: Odpowiem tak, że nawet gdybym widział to nie powiedziałbym.
Dorota Gawryluk: Pytam, dlatego, że pułkownik Lesiak wszędzie mówi, że tak naprawdę nie inwigilował Jarosława Kaczyńskiego, ani jego partii politycznych. A wczoraj prezydent Lech Kaczyński powiedział, że tak naprawdę ta inwigilacja prawicy na początku lat dziewięćdziesiątych to była największa afera III RP. Co wynika z pana oglądu materiałów?
Zbigniew Wasserman: Zdecydowanie potwierdzam to, co mówi pan prezydent Kaczyński. Rozumiem też motywację takiego przedstawiania sprawy przez pana Lesiaka. Przecież on ma ponieść odpowiedzialność karną. On się po prostu broni, a broniąc się korzysta z obowiązującego prawa karnego, które mu przysługuje, że może kłamać. Tak należy oceniać te wypowiedzi.
Dorota Gawryluk: Czy to prawda, że PiS boi się ujawnienia tych akt? Dlatego, że są tam materiały kompromitujące polityków PiS?
Zbigniew Wasserman: Czy ten kto chce zmienić Polskę, czy ten, kto wydal wojnę najgroźniejszym układom, przestępcom, powinien się takich rzeczy bać? Wydaje mi się, że nie. Jest to kolejny element łaty, którą się chce przypisać PiS. Ta sytuacja jest wykorzystywana do kapani, która, co muszę stwierdzić z przykrością, nieustannie trwa. Co by nie zrobiło PiS to nie należy się spodziewać w mediach oceny, że jest to dobre.
Dorota Gawryluk: Wczoraj "Rzeczpospolita" o tym napisała, a czy dzisiaj pan może z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że nie ma w tych materiałach nic, co by kompromitowało polityków prawicy? Że w tych materiałach nie ma nic o powiązaniach polityków prawicy z aferami FOZ, Art-Bi?
Zbigniew Wasserman: Z całą odpowiedzialnością powiem, że nie mogę dyskutować na nieodtajnionym materiale i ubolewam, że w niektórych wypowiedziach, także dziennikarskich używa się tych informacji, które na dzień dzisiejszy są informacjami tajnymi. Jakby zapomina się o tym, że obowiązuje kodeks karny, że obowiązuje ustawa. To brak szacunku dla prawa, dla standardów obowiązujących w demokratycznym państwie. My na pewno to ujawnimy bez żadnych skrótów, w całości. Podałem przyczyny, dla których teraz to nie następuje.
Dorota Gawryluk: Roman Giertych i Andrzej Lepper chcą komisji śledczej do zbadania inwigilacji partii politycznych. Czy pana zdaniem to jest dobry pomysł?
Zbigniew Wasserman: Myślę, że to nie jest pomysł całkowicie pozbawiony racji, ale on jest źle ulokowany w czasie i trzeba się zastanowić, bo służby są trudną materią. Przywołuję się tutaj do doświadczeń z komisji Orlenu i komisji do spraw służb specjalnych. To są instytucje ogromnie trudne do sprawdzania, kontrolowania. Nasza inicjatywa, komisja prawdy i sprawiedliwości mogłaby w swoim składzie zawierać profesjonalistów, ludzi wiedzących jak prowadzić postępowania karne. Tu potrzeba dużej specjalizacji. W moim przekonaniu, żeby się z tą materią uporać potrzebna jest instytucja mająca dalej idące kompetencje, większe możliwości niż komisja śledcza. Nad tym tematem na pewno trzeba się zastanowić, dlatego, że przez kilkanaście lat było bardzo dużo rażących wpadek, politycznie motywowanych ze strony służb. Kiedy Modrzejewski był zatrzymany, a komisja Orlenu działa, to w trakcie przesłuchiwania Leszka Millera funkcjonariusze UOP prowadzili czynności służbowe. To była ewidentna demonstracja siły ze strony tych służb. A więc jest co sprawdzać, ale być może nie teraz i być może nie w takiej formule.
Dorota Gawryluk: A czy służby specjalne teraz inwigilują Samoobronę?
Zbigniew Wasserman: To jest przesłanka do tego, żeby osiągnąć dwa cele. Po pierwsze politycznie zaistnieć poprzez afirmację potrzeby utworzenia komisji, po drugie ani pan przewodniczący Lepper, ani przewodniczący Giertych nie ukrywają, że chętnie mieliby swoich ludzi w służbach specjalnych i w resortach siłowych.
Dorota Gawryluk: I co pan na to?
Zbigniew Wasserman: Myślę, że można o tym rozmawiać z szefem partii, można próbować rozważać kiedy by to nastąpiło, ale przecież umowa koalicyjna została zawarta i jej warunki są jasne. PiS ich nie zmieniło. Oceniam takie zachowanie jako niecierpliwość. Ja apeluję o spokój, w Polsce jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia, bardzo dużo trzeba zrobić w samych służbach, powtarzam instytucji niezwykle trudnej do nadzorowania. To nie jest jeszcze czas ani na tą komisję, ani na wejście przedstawicieli tych instytucji do gremiów kierowniczych służb.
Dorota Gawryluk: Ale to dlatego, że nie ma pan zaufania do ludzi Samoobrony i LPR?
Zbigniew Wasserman: Nie, dlatego, że reguły gry zostały jasno określone i nie ma powodu ich zmieniać.
Dorota Gawryluk: Andrzej Lepper jest przekonany, że służby specjalne inwigilują Samoobronę, choć premier zaprzecza. On nie wierzy, że tak nie jest, ponieważ służby nie zostały oczyszczone i są tam różne układy. Jest pan koordynatorem służb specjalnych, czy widzi pan układy w służbach specjalnych?
Zbigniew Wasserman: Może nie będę mówił o tym co widzę wewnątrz, bo o tym publicznie nie mogę dyskutować. Ale powiem co widziałem na zewnątrz, widziałem przesłanki jakimi posługiwali się panowie Lepper i Giertych, kiedy mówili, że służby inwigilują ich partię, albo podejmują działania opresyjne. Natomiast na przykład sprawdzanie wśród członków partii czy podpisywali listy wyborcze to rutynowa czynność. Jeżeli mamy do czynienia z kilku tysiącami przypadków, to trzeba przeprowadzić selekcję, żeby te kilkaset osób niepotrzebnie nie wzywać. Pan Lepper mówił o przypadku, którego sobie nie wyobrażam, że funkcjonariusz ABW wyciąga legitymację i mówi, że namawia do wyjścia z partii Samoobrona i przejścia do innej. Myślę, że taki funkcjonariusz by nie przeszedł przez badania psychologiczne, a każdy z kandydatów takie badania przechodzi. Te przesłanki pokazują, że to jest bardziej warstwa propagandowa niż realna potrzeba.
Dorota Gawryluk: Czyli nie ma żadnych układów, zostały one rozbite.
Zbigniew Wasserman: To już powiedziała pani redaktor. Ja powiedziałem, że na temat tego, co jest widoczne z pozycji mojej funkcji nie mówię, tylko robię.
Dorota Gawryluk: Czyli w tym momencie pan rozbija?
Zbigniew Wasserman: Tak, to mogę potwierdzić.
Dorota Gawryluk: To idzie opornie, czy też dobrze?
Zbigniew Wasserman: Idzie bardzo opornie, ale to trudna materia. Myślę, że ostatni przykład ministerstwa finansów pokazuje z czym w istocie mamy do czynienia. Proszę zobaczyć jak dobrze sprawdza się moja wersja sprawozdania odnośnie zatrzymania Modrzejewskiego. Prokuratura zatrzymała się na poziomie ministra Siemiątkowskiego, mam nadzieje, że to nie koniec, że dopełni to jeszcze o minister Piwnik i premiera Millera. To tylko jeden z przykładów pokazujących jak wiele jest jeszcze do zrobienia.
Dorota Gawryluk: Opór wynika z tego, że układ jest jakoś powiązany ze światem nie związanym ze służbami? Z czego wynika ten opór? Przecież państwo mają władzę, wydaje się, że nie ma przeszkód, a okazuje się, że są.
Zbigniew Wasserman: Ponosimy pewną konsekwencję zaszłości wieloletnich. Tak naprawdę zawsze się mówiło, że służby należały do kogoś. Ale przecież nikt nie powie, że służby należały do PiS, bo nie było nawet kiedy. Rzeczywiście istnieje pewien konglomerat personalny oficerów służb. Nad różnego rodzaju interesami trzeba zapanować. Te rzeczy trzeba bardzo dokładnie zbadać. My przecież mamy do czynienia ze zjawiskami w wymiarze sprawiedliwości, których można się bać. Mówię tu ze strony świadków, którzy mają zeznawać przeciwko gangsterom, ale też od strony funkcjonariuszy, którzy są narażeni na niebezpieczeństwo. Proszę mi wierzyć, że to nie jest przesada. To jest próba rozbicia potężnego muru, który często się wali na tego, który atakuje i często negatywny skutek jest po stronie tych, którzy mają ścigać. Groźny układ, układ pomieszany, czasami też politycznie, ale jego niebezpieczeństwo polega na tym, że to jest takie poplątanie, które tworzy drugi świat w Polsce, świat wymiaru sprawiedliwości przy ogniskach i przy grillach, świat wydziałów Ministerstwa Finansów, które wydaje zwolnienia z podatków właśnie w takich okolicznościach. To jest świat sądu, który też patologicznie działa. To jest trudne do rozbicia, bo formalnie nie istnieje i na tym polega niebezpieczeństwo.
Dorota Gawryluk: Wiele osób zwolniono ze służb po objęciu przez pana funkcji ministra koordynatora?
Zbigniew Wasserman: Ja myślę, że nikt z takich, którzy byliby przydatni nie. To są ludzie, którzy byli nie udolni, którzy w większości musza ponieść odpowiedzialność za naruszenie prawa czy dyscypliny o charakterze więcej niż kosmetycznym.
Dorota Gawryluk: Czy dużo było takich osób, jak płk. Lesiak, bo ja się zastanawiam, jak to się stało, że został negatywnie zweryfikowany, człowiek, który pracował w SB, który aktywnie zajmował się rozbijaniem KOR-u. Czy gdy pan przyszedł, było dużo takich osób?
Zbigniew Wasserman: mogę powiedzieć, że jest ich dzisiaj coraz mniej, ale nadal jest ich być może za dużo.

Jako Polak Polski patryjota z USA ( Polonia to 20 milionow Polakow ) byly przewodniczacy ZMW apeluje o poparcie dla posla Wassermanna i Kempy aby zostali w Komisji Hazardowej.
PO i Donald Tusk blokuje prawde przed Polska I Polakami.
Apeluje do PSL rolnikow i mlodziezy ze srodowiska naszej Polskiej Wsi. Po czyjej jestesmy stronie Polski czy innych czynnikow decydujacych teraz?
Alex Lech Bajan Washington DC
Reflekcje po przesłuchaniu przed sejomową komisją "hazardową" (2009-12-30)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: pos. Zbigniew Wasserman
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=19702
Komisja "hazardowa" zamienia się w farsę (2009-12-29)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: pos. Zbigniew Wasserman
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=19687
Prace komisji śledczej ds. afery hazardowej (2009-12-28)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: pos. Zbigniew Wassermann
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=19682
Mizerne efekty pracy komisji śledczej ds. "hazardu" (2009-12-16)
Rodzaj audycji: [Aktualności dnia]
Autor: pos. Zbigniew Wassermann
Adres: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=19441
Wassermann: Rozbijanie układu idzie opornie
- To jest próba rozbicia potężnego muru, a negatywny skutek może być po stronie tych, którzy ścigają. Niebezpieczeństwo tego układu polega na tym, że tworzy drugi świat w Polsce, świat Ministerstwa Finansów przy grillach, które wydaje zwolnienia z podatków właśnie w takich okolicznościach. To trudne do rozbicia, bo formalnie nie istnieje - powiedział Zbigniew Wasserman koordynator ds. służb specjalnych w "Poranku Radia TOK FM".
Dorota Gawryluk: Dzisiaj w prasie pełno pułkownika Lesiaka. Kiedy PiS odtajni akta inwigilacji prawicy, szafę pułkownika Lesiaka, żeby wreszcie pokazać Polakom co w niej było?
Zbigniew Wasserman: Myślę, że ten moment się z oczywistych powodów przesunął. To polega na tym, że jest szansa, aby pokazać, kto był mocodawcą Lesiaka, kto nadzorując go albo zlecał, albo godził się na to co on robił. Interes wymiaru sprawiedliwości nakazuje, aby w takim układzie nie upubliczniać materiału dowodowego, albowiem to może zagrażać prawidłowemu tokowi śledztwa. Drugim ważnym powodem jest to, że ujawniono szereg dodatkowych materiałów. To są materiały, którymi nie dysponowała prokuratura i sąd. Te materiały są analizowane i sprawdzana jest ich przydatność do tego śledztwa. To jest powód opóźnienia.
Dorota Gawryluk: Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro mówi, że będzie namawiał szefa ABW, aby wydał zgodę na ujawnienie całości akt, w których zawarte są dokumenty z tak zwanej szafy Janusza Lesiaka. Czy minister sprawiedliwości musi namawiać szefa ABW do tego?
Zbigniew Wasserman: Myślę, że nie. To jest sytuacja, w której minister nadzorujący szefa ABW będzie mógł bez namawiania to zrobić. To są ważne przesłanki, tutaj emocje muszą ustąpić interesowi śledztwa. To jest ważne dla wyjaśnienia tej sprawy.
Dorota Gawryluk: Czy dzisiaj możemy powiedzieć, kiedy to odtajnienie akt nastąpi?
Zbigniew Wasserman: To jest ryzykowne. To jest kwestia kilkunastu tygodni, może kilku miesięcy. Robi się wszystko, żeby ta czynność nastąpiło jak najszybciej.
Dorota Gawryluk: Pan widział co w tej szafie jest? Wdział pan te akta?
Zbigniew Wasserman: Odpowiem tak, że nawet gdybym widział to nie powiedziałbym.
Dorota Gawryluk: Pytam, dlatego, że pułkownik Lesiak wszędzie mówi, że tak naprawdę nie inwigilował Jarosława Kaczyńskiego, ani jego partii politycznych. A wczoraj prezydent Lech Kaczyński powiedział, że tak naprawdę ta inwigilacja prawicy na początku lat dziewięćdziesiątych to była największa afera III RP. Co wynika z pana oglądu materiałów?
Zbigniew Wasserman: Zdecydowanie potwierdzam to, co mówi pan prezydent Kaczyński. Rozumiem też motywację takiego przedstawiania sprawy przez pana Lesiaka. Przecież on ma ponieść odpowiedzialność karną. On się po prostu broni, a broniąc się korzysta z obowiązującego prawa karnego, które mu przysługuje, że może kłamać. Tak należy oceniać te wypowiedzi.
Dorota Gawryluk: Czy to prawda, że PiS boi się ujawnienia tych akt? Dlatego, że są tam materiały kompromitujące polityków PiS?
Zbigniew Wasserman: Czy ten kto chce zmienić Polskę, czy ten, kto wydal wojnę najgroźniejszym układom, przestępcom, powinien się takich rzeczy bać? Wydaje mi się, że nie. Jest to kolejny element łaty, którą się chce przypisać PiS. Ta sytuacja jest wykorzystywana do kapani, która, co muszę stwierdzić z przykrością, nieustannie trwa. Co by nie zrobiło PiS to nie należy się spodziewać w mediach oceny, że jest to dobre.
Dorota Gawryluk: Wczoraj "Rzeczpospolita" o tym napisała, a czy dzisiaj pan może z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że nie ma w tych materiałach nic, co by kompromitowało polityków prawicy? Że w tych materiałach nie ma nic o powiązaniach polityków prawicy z aferami FOZ, Art-Bi?
Zbigniew Wasserman: Z całą odpowiedzialnością powiem, że nie mogę dyskutować na nieodtajnionym materiale i ubolewam, że w niektórych wypowiedziach, także dziennikarskich używa się tych informacji, które na dzień dzisiejszy są informacjami tajnymi. Jakby zapomina się o tym, że obowiązuje kodeks karny, że obowiązuje ustawa. To brak szacunku dla prawa, dla standardów obowiązujących w demokratycznym państwie. My na pewno to ujawnimy bez żadnych skrótów, w całości. Podałem przyczyny, dla których teraz to nie następuje.
Dorota Gawryluk: Roman Giertych i Andrzej Lepper chcą komisji śledczej do zbadania inwigilacji partii politycznych. Czy pana zdaniem to jest dobry pomysł?
Zbigniew Wasserman: Myślę, że to nie jest pomysł całkowicie pozbawiony racji, ale on jest źle ulokowany w czasie i trzeba się zastanowić, bo służby są trudną materią. Przywołuję się tutaj do doświadczeń z komisji Orlenu i komisji do spraw służb specjalnych. To są instytucje ogromnie trudne do sprawdzania, kontrolowania. Nasza inicjatywa, komisja prawdy i sprawiedliwości mogłaby w swoim składzie zawierać profesjonalistów, ludzi wiedzących jak prowadzić postępowania karne. Tu potrzeba dużej specjalizacji. W moim przekonaniu, żeby się z tą materią uporać potrzebna jest instytucja mająca dalej idące kompetencje, większe możliwości niż komisja śledcza. Nad tym tematem na pewno trzeba się zastanowić, dlatego, że przez kilkanaście lat było bardzo dużo rażących wpadek, politycznie motywowanych ze strony służb. Kiedy Modrzejewski był zatrzymany, a komisja Orlenu działa, to w trakcie przesłuchiwania Leszka Millera funkcjonariusze UOP prowadzili czynności służbowe. To była ewidentna demonstracja siły ze strony tych służb. A więc jest co sprawdzać, ale być może nie teraz i być może nie w takiej formule.
Dorota Gawryluk: A czy służby specjalne teraz inwigilują Samoobronę?
Zbigniew Wasserman: To jest przesłanka do tego, żeby osiągnąć dwa cele. Po pierwsze politycznie zaistnieć poprzez afirmację potrzeby utworzenia komisji, po drugie ani pan przewodniczący Lepper, ani przewodniczący Giertych nie ukrywają, że chętnie mieliby swoich ludzi w służbach specjalnych i w resortach siłowych.
Dorota Gawryluk: I co pan na to?
Zbigniew Wasserman: Myślę, że można o tym rozmawiać z szefem partii, można próbować rozważać kiedy by to nastąpiło, ale przecież umowa koalicyjna została zawarta i jej warunki są jasne. PiS ich nie zmieniło. Oceniam takie zachowanie jako niecierpliwość. Ja apeluję o spokój, w Polsce jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia, bardzo dużo trzeba zrobić w samych służbach, powtarzam instytucji niezwykle trudnej do nadzorowania. To nie jest jeszcze czas ani na tą komisję, ani na wejście przedstawicieli tych instytucji do gremiów kierowniczych służb.
Dorota Gawryluk: Ale to dlatego, że nie ma pan zaufania do ludzi Samoobrony i LPR?
Zbigniew Wasserman: Nie, dlatego, że reguły gry zostały jasno określone i nie ma powodu ich zmieniać.
Dorota Gawryluk: Andrzej Lepper jest przekonany, że służby specjalne inwigilują Samoobronę, choć premier zaprzecza. On nie wierzy, że tak nie jest, ponieważ służby nie zostały oczyszczone i są tam różne układy. Jest pan koordynatorem służb specjalnych, czy widzi pan układy w służbach specjalnych?
Zbigniew Wasserman: Może nie będę mówił o tym co widzę wewnątrz, bo o tym publicznie nie mogę dyskutować. Ale powiem co widziałem na zewnątrz, widziałem przesłanki jakimi posługiwali się panowie Lepper i Giertych, kiedy mówili, że służby inwigilują ich partię, albo podejmują działania opresyjne. Natomiast na przykład sprawdzanie wśród członków partii czy podpisywali listy wyborcze to rutynowa czynność. Jeżeli mamy do czynienia z kilku tysiącami przypadków, to trzeba przeprowadzić selekcję, żeby te kilkaset osób niepotrzebnie nie wzywać. Pan Lepper mówił o przypadku, którego sobie nie wyobrażam, że funkcjonariusz ABW wyciąga legitymację i mówi, że namawia do wyjścia z partii Samoobrona i przejścia do innej. Myślę, że taki funkcjonariusz by nie przeszedł przez badania psychologiczne, a każdy z kandydatów takie badania przechodzi. Te przesłanki pokazują, że to jest bardziej warstwa propagandowa niż realna potrzeba.
Dorota Gawryluk: Czyli nie ma żadnych układów, zostały one rozbite.
Zbigniew Wasserman: To już powiedziała pani redaktor. Ja powiedziałem, że na temat tego, co jest widoczne z pozycji mojej funkcji nie mówię, tylko robię.
Dorota Gawryluk: Czyli w tym momencie pan rozbija?
Zbigniew Wasserman: Tak, to mogę potwierdzić.
Dorota Gawryluk: To idzie opornie, czy też dobrze?
Zbigniew Wasserman: Idzie bardzo opornie, ale to trudna materia. Myślę, że ostatni przykład ministerstwa finansów pokazuje z czym w istocie mamy do czynienia. Proszę zobaczyć jak dobrze sprawdza się moja wersja sprawozdania odnośnie zatrzymania Modrzejewskiego. Prokuratura zatrzymała się na poziomie ministra Siemiątkowskiego, mam nadzieje, że to nie koniec, że dopełni to jeszcze o minister Piwnik i premiera Millera. To tylko jeden z przykładów pokazujących jak wiele jest jeszcze do zrobienia.
Dorota Gawryluk: Opór wynika z tego, że układ jest jakoś powiązany ze światem nie związanym ze służbami? Z czego wynika ten opór? Przecież państwo mają władzę, wydaje się, że nie ma przeszkód, a okazuje się, że są.
Zbigniew Wasserman: Ponosimy pewną konsekwencję zaszłości wieloletnich. Tak naprawdę zawsze się mówiło, że służby należały do kogoś. Ale przecież nikt nie powie, że służby należały do PiS, bo nie było nawet kiedy. Rzeczywiście istnieje pewien konglomerat personalny oficerów służb. Nad różnego rodzaju interesami trzeba zapanować. Te rzeczy trzeba bardzo dokładnie zbadać. My przecież mamy do czynienia ze zjawiskami w wymiarze sprawiedliwości, których można się bać. Mówię tu ze strony świadków, którzy mają zeznawać przeciwko gangsterom, ale też od strony funkcjonariuszy, którzy są narażeni na niebezpieczeństwo. Proszę mi wierzyć, że to nie jest przesada. To jest próba rozbicia potężnego muru, który często się wali na tego, który atakuje i często negatywny skutek jest po stronie tych, którzy mają ścigać. Groźny układ, układ pomieszany, czasami też politycznie, ale jego niebezpieczeństwo polega na tym, że to jest takie poplątanie, które tworzy drugi świat w Polsce, świat wymiaru sprawiedliwości przy ogniskach i przy grillach, świat wydziałów Ministerstwa Finansów, które wydaje zwolnienia z podatków właśnie w takich okolicznościach. To jest świat sądu, który też patologicznie działa. To jest trudne do rozbicia, bo formalnie nie istnieje i na tym polega niebezpieczeństwo.
Dorota Gawryluk: Wiele osób zwolniono ze służb po objęciu przez pana funkcji ministra koordynatora?
Zbigniew Wasserman: Ja myślę, że nikt z takich, którzy byliby przydatni nie. To są ludzie, którzy byli nie udolni, którzy w większości musza ponieść odpowiedzialność za naruszenie prawa czy dyscypliny o charakterze więcej niż kosmetycznym.
Dorota Gawryluk: Czy dużo było takich osób, jak płk. Lesiak, bo ja się zastanawiam, jak to się stało, że został negatywnie zweryfikowany, człowiek, który pracował w SB, który aktywnie zajmował się rozbijaniem KOR-u. Czy gdy pan przyszedł, było dużo takich osób?
Zbigniew Wasserman: mogę powiedzieć, że jest ich dzisiaj coraz mniej, ale nadal jest ich być może za dużo.
Zamordowanie Generala Papaly by Michalkiewicz 01/06/2010 Sprawa Mazura z Chicago jako zleceniodawcy
Zamordowanie Generala Papaly by Michalkiewicz 01/06/2010 Sprawa Mazura z Chicago jako zleceniodawcy
Myśląc Ojczyzna
red. Stanisław Michalkiewicz (2010-01-06) Felieton
słuchaj
zapisz
"Lichy i durnowaty"
Szanowni Państwo!
Najwyraźniej jeszcze przed Świętami Bożego Narodzenia musiała zapaść decyzja o wejściu w decydującą fazę przygotowań do wyborów prezydenckich. Trup bowiem ściele się gęsto i jeszcze nie obeschły nam łzy po stracie pana Michniewicza, dyrektora Kancelarii Premiera Donalda Tuska, który w przeddzień Wigilii powiesił się we własnym mieszkaniu, a już mamy nowego nieboszczyka w osobie Artura Zirajewskiego. Był on, jak wiadomo głównym świadkiem w sprawie zabójstwa generała Marka Papały, która ciągnie się już 11 lat. Widać, że prokuratura pracuje dokładnie - aż do ostatniego świadka. Więc Artur Zirajewski tym razem wcale się nie powiesił, tylko taktownie umarł "z przyczyn chorobowych", a konkretnie - na zator płucny. Jak się świadkowi robi taki zator płucny - tego jeszcze nie wiem, ale medycyna z pewnością zna takie sposoby, zwłaszcza gdy przyczyną zatoru płucnego były chyba zeznania, jakimi Artur Zirajewski obciążył pana Edwarda Mazura. Pan Edward Mazur, znakomicie uplasowany i u nas i w Ameryce, podejrzewany jest wprawdzie o sprawstwo kierownicze, ale wcale się tym nie przejmuje. Jest pełen wigoru i planów na przyszłość - i słusznie, bo dlaczego niby miałby się przejmować jakimiś podejrzeniami, skoro Artur Zirajewski właśnie taktownie umarł i to w dodatku - "z przyczyn chorobowych" - o czym zapewnił nas wystraszony nieco pan minister Kwiatkowski.
Na tym tle blednie zupełnie męczeństwo pana senatora Krzysztofa Piesiewicza, któremu prokuratura w pierwszym odruchu chciała nawet stawiać jakieś zarzuty. Ale słusznie Janusz Wilhelmi przestrzegał, żeby nie kierować się pierwszymi odruchami - bo mogą być uczciwe. Okazało się, że to święte słowa, bo wprawdzie i pan senator Piesiewicz w pierwszym odruchu zrezygnował z immunitetu, ale wkrótce okazało się, że uczynił to "bez swojej wiedzy i zgody" - podobnie jak wiele innych osobistości. W tej sytuacji jego sprawa może rozstrzygnąć się w całkiem innych kategoriach i cnota zostanie nagrodzona.
Ale to wszystko drobiazg w porównaniu z operacją, którą za pozwoleniem Komisji Europejskiej szykuje nam rząd premiera Tuska. Wprawdzie i pan premier i jego minister finansów, poddany brytyjski pan Rostowski, a także stado niezależnych publicystów - jeszcze niedawno przekonywali nas, że jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej, że Polska jest już nie dziesiątą, jaką była za Edwarda Gierka, ale szóstą potęgą gospodarczą, że straszliwy kryzys finansowy, co to pustoszy cały świat, dzięki zbiorowej mądrości partii Polskę szczęśliwie ominął, jednak - co ma wisieć - nie utonie. Ale zanim przejdę do szczegółów - chwila wspomnień historycznych.
9 grudnia 1708 roku rosyjski car Piotr Wielki wydał zarządzenie w którym między innymi czytamy, że: "Podwładny powinien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i durnowaty tak, żeby swoim pojmowaniem sprawy nie peszył przełożonego".
I kiedy oglądamy telewizyjne relacje z wizyt naszych dygnitarzy państwowych w Brukseli, to od razu widać, kto jest tam przełożonym, a kto - podwładnym. I słusznie - bo któż to widział żeby w kołchozie jakiś, dajmy na to, traktorzysta, był mądrzejszy od przewodniczącego? Toteż pan premier Tusk może sobie opowiadać bajki o szóstej potędze gospodarczej na użytek publiczności tubylczej, ale kiedy przychodzi co do czego, to musi akomodować się do opinii starszych i mądrzejszych.
A wiadomo przecież, że na podstawie uzgodnień, jakie generał Czesław Kiszczak poczynił ze swoimi agentami i pożytecznymi idiotami w Magdalence, starsi i mądrzejsi utrzymali kontrolę między innymi nad kluczowymi segmentami polskiej gospodarki, z sektorem finansowym na czele. Pilnował tego interesu obudowywany kolejnymi rządami Leszek Balcerowicz, no a obecnie zadanie to powierzono premieru Tusku.
I właśnie tuż przed Bożym Narodzeniem Komisja Europejska zatwierdziła polski program dokapitalizowania instytucji finansowych, przygotowany przez rząd premiera Tuska. Ma on na celu - jak czytamy - "utrzymanie stabilności polskiego sektora finansowego w dobie kryzysu finansowego".
Wprawdzie - jak wielokrotnie słyszeliśmy od samego pana premiera - w Polsce żadnego kryzysu finansowego nie ma, ale musimy pamiętać, że pan premier może sobie tak mówić przed telewizyjnymi kamerami. Natomiast w obliczu swoich przełożonych z razwiedki natychmiast przybiera wygląd "lichy i durnowanty" i kiedy oni mówią jemu, że kryzys finansowy jest i instytucje finansowe panstwo powino nafutrować gotówką, to on się słucha. Stąd to wrażenie dysonansu poznawczego, które jednak - jak to z pierwszymi wrażeniami bywa - nie powinno w ogóle się liczyć, bo może być uczciwe.
Najwyraźniej polska razwiedka musiała pożałować okazji i postanowiła wykorzystać kryzys finansowy do dodatkowego oskubania tubylczych podatników. Mechanizm jest następujący: kontrolowane przez starszych i mądrzejszych instytucje finansowe zwiększają fundusze własne poprzez emisję akcji lub obligacji. Ale te akcje lub obligacje mogą nie znaleźć nabywców, bo kto by tam kupował akcje czy obligacje wypuszczane przez grandziarzy? Toteż jeśli tych akcji lub obligacji nikt nie będzie chciał kupić, to wykupi je Skarb Państwa. A jeśli grandziarze i to rozkradną, wskutek czego instytucja finansowa zostanie zagrożona utratą wypłacalności, to Skarb Państwa może ją nawet przejąć. Skutkiem tych operacji może być - a jak może być, to na pewno będzie - konieczność zwiększenia deficytu budżetowego. Za to można będzie utrzymać poziom zatrudnienia w isnstytucjach finansowych - no i oczywiście - pensji dla grandziarzy, którzy nauczyli się już zarabiać na kryzysie.
Oto mamy plan rabunku podatników pod pretekstem zapewnienia im bezpieczeństwa finansowego. Pod pretekstem - bo za to bezpieczeństwo będą musieli dodatkowo zapłacić tytułem wzrostu kosztów obsługi długu publicznego, które już wkrótce mogą przekroczyć 34 miliardy złotych, a więc - prawie 1000 złotych rocznie na osobę.
A ubocznym skutkiem tej operacji będzie zwiekszenie socjalistycznego sektora państwowego, do którego tak wielu ludzi w Polsce tęskni. W sektorze państwowym, jak wiadomo, kto inny podejmuje decyzje, a kto inny ponosi ich konsekwencje ekonomiczne. Decyzje podejmuja grandziarze lub liurokraci --co na jedno wychodzi, a płacić za to muszą podatnicy. I dlatego zdominowana przez socjalistów Unia Europejska takie rozwiązania nie tylko popiera, ale i zaleca, wobec czego naszym mężom stanu nie pozostaje nic innego, jak przybrać wygląd "lichy i durnowaty" - zgodnie z zarządzeniem cara Piotra Wielkiego.
Mówił Stanisław Michalkiewicz
Myśląc Ojczyzna
red. Stanisław Michalkiewicz (2010-01-06) Felieton
słuchaj
zapisz
"Lichy i durnowaty"
Szanowni Państwo!
Najwyraźniej jeszcze przed Świętami Bożego Narodzenia musiała zapaść decyzja o wejściu w decydującą fazę przygotowań do wyborów prezydenckich. Trup bowiem ściele się gęsto i jeszcze nie obeschły nam łzy po stracie pana Michniewicza, dyrektora Kancelarii Premiera Donalda Tuska, który w przeddzień Wigilii powiesił się we własnym mieszkaniu, a już mamy nowego nieboszczyka w osobie Artura Zirajewskiego. Był on, jak wiadomo głównym świadkiem w sprawie zabójstwa generała Marka Papały, która ciągnie się już 11 lat. Widać, że prokuratura pracuje dokładnie - aż do ostatniego świadka. Więc Artur Zirajewski tym razem wcale się nie powiesił, tylko taktownie umarł "z przyczyn chorobowych", a konkretnie - na zator płucny. Jak się świadkowi robi taki zator płucny - tego jeszcze nie wiem, ale medycyna z pewnością zna takie sposoby, zwłaszcza gdy przyczyną zatoru płucnego były chyba zeznania, jakimi Artur Zirajewski obciążył pana Edwarda Mazura. Pan Edward Mazur, znakomicie uplasowany i u nas i w Ameryce, podejrzewany jest wprawdzie o sprawstwo kierownicze, ale wcale się tym nie przejmuje. Jest pełen wigoru i planów na przyszłość - i słusznie, bo dlaczego niby miałby się przejmować jakimiś podejrzeniami, skoro Artur Zirajewski właśnie taktownie umarł i to w dodatku - "z przyczyn chorobowych" - o czym zapewnił nas wystraszony nieco pan minister Kwiatkowski.
Na tym tle blednie zupełnie męczeństwo pana senatora Krzysztofa Piesiewicza, któremu prokuratura w pierwszym odruchu chciała nawet stawiać jakieś zarzuty. Ale słusznie Janusz Wilhelmi przestrzegał, żeby nie kierować się pierwszymi odruchami - bo mogą być uczciwe. Okazało się, że to święte słowa, bo wprawdzie i pan senator Piesiewicz w pierwszym odruchu zrezygnował z immunitetu, ale wkrótce okazało się, że uczynił to "bez swojej wiedzy i zgody" - podobnie jak wiele innych osobistości. W tej sytuacji jego sprawa może rozstrzygnąć się w całkiem innych kategoriach i cnota zostanie nagrodzona.
Ale to wszystko drobiazg w porównaniu z operacją, którą za pozwoleniem Komisji Europejskiej szykuje nam rząd premiera Tuska. Wprawdzie i pan premier i jego minister finansów, poddany brytyjski pan Rostowski, a także stado niezależnych publicystów - jeszcze niedawno przekonywali nas, że jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej, że Polska jest już nie dziesiątą, jaką była za Edwarda Gierka, ale szóstą potęgą gospodarczą, że straszliwy kryzys finansowy, co to pustoszy cały świat, dzięki zbiorowej mądrości partii Polskę szczęśliwie ominął, jednak - co ma wisieć - nie utonie. Ale zanim przejdę do szczegółów - chwila wspomnień historycznych.
9 grudnia 1708 roku rosyjski car Piotr Wielki wydał zarządzenie w którym między innymi czytamy, że: "Podwładny powinien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i durnowaty tak, żeby swoim pojmowaniem sprawy nie peszył przełożonego".
I kiedy oglądamy telewizyjne relacje z wizyt naszych dygnitarzy państwowych w Brukseli, to od razu widać, kto jest tam przełożonym, a kto - podwładnym. I słusznie - bo któż to widział żeby w kołchozie jakiś, dajmy na to, traktorzysta, był mądrzejszy od przewodniczącego? Toteż pan premier Tusk może sobie opowiadać bajki o szóstej potędze gospodarczej na użytek publiczności tubylczej, ale kiedy przychodzi co do czego, to musi akomodować się do opinii starszych i mądrzejszych.
A wiadomo przecież, że na podstawie uzgodnień, jakie generał Czesław Kiszczak poczynił ze swoimi agentami i pożytecznymi idiotami w Magdalence, starsi i mądrzejsi utrzymali kontrolę między innymi nad kluczowymi segmentami polskiej gospodarki, z sektorem finansowym na czele. Pilnował tego interesu obudowywany kolejnymi rządami Leszek Balcerowicz, no a obecnie zadanie to powierzono premieru Tusku.
I właśnie tuż przed Bożym Narodzeniem Komisja Europejska zatwierdziła polski program dokapitalizowania instytucji finansowych, przygotowany przez rząd premiera Tuska. Ma on na celu - jak czytamy - "utrzymanie stabilności polskiego sektora finansowego w dobie kryzysu finansowego".
Wprawdzie - jak wielokrotnie słyszeliśmy od samego pana premiera - w Polsce żadnego kryzysu finansowego nie ma, ale musimy pamiętać, że pan premier może sobie tak mówić przed telewizyjnymi kamerami. Natomiast w obliczu swoich przełożonych z razwiedki natychmiast przybiera wygląd "lichy i durnowanty" i kiedy oni mówią jemu, że kryzys finansowy jest i instytucje finansowe panstwo powino nafutrować gotówką, to on się słucha. Stąd to wrażenie dysonansu poznawczego, które jednak - jak to z pierwszymi wrażeniami bywa - nie powinno w ogóle się liczyć, bo może być uczciwe.
Najwyraźniej polska razwiedka musiała pożałować okazji i postanowiła wykorzystać kryzys finansowy do dodatkowego oskubania tubylczych podatników. Mechanizm jest następujący: kontrolowane przez starszych i mądrzejszych instytucje finansowe zwiększają fundusze własne poprzez emisję akcji lub obligacji. Ale te akcje lub obligacje mogą nie znaleźć nabywców, bo kto by tam kupował akcje czy obligacje wypuszczane przez grandziarzy? Toteż jeśli tych akcji lub obligacji nikt nie będzie chciał kupić, to wykupi je Skarb Państwa. A jeśli grandziarze i to rozkradną, wskutek czego instytucja finansowa zostanie zagrożona utratą wypłacalności, to Skarb Państwa może ją nawet przejąć. Skutkiem tych operacji może być - a jak może być, to na pewno będzie - konieczność zwiększenia deficytu budżetowego. Za to można będzie utrzymać poziom zatrudnienia w isnstytucjach finansowych - no i oczywiście - pensji dla grandziarzy, którzy nauczyli się już zarabiać na kryzysie.
Oto mamy plan rabunku podatników pod pretekstem zapewnienia im bezpieczeństwa finansowego. Pod pretekstem - bo za to bezpieczeństwo będą musieli dodatkowo zapłacić tytułem wzrostu kosztów obsługi długu publicznego, które już wkrótce mogą przekroczyć 34 miliardy złotych, a więc - prawie 1000 złotych rocznie na osobę.
A ubocznym skutkiem tej operacji będzie zwiekszenie socjalistycznego sektora państwowego, do którego tak wielu ludzi w Polsce tęskni. W sektorze państwowym, jak wiadomo, kto inny podejmuje decyzje, a kto inny ponosi ich konsekwencje ekonomiczne. Decyzje podejmuja grandziarze lub liurokraci --co na jedno wychodzi, a płacić za to muszą podatnicy. I dlatego zdominowana przez socjalistów Unia Europejska takie rozwiązania nie tylko popiera, ale i zaleca, wobec czego naszym mężom stanu nie pozostaje nic innego, jak przybrać wygląd "lichy i durnowaty" - zgodnie z zarządzeniem cara Piotra Wielkiego.
Mówił Stanisław Michalkiewicz
Subscribe to:
Comments (Atom)